Wstęp literacko - projektowy
Pojazd "Obrońca" występuje w powieści SF Stanisława Lema "Eden", opowiadającej historię niedużej ekipy kosmonautów, która rozbija się sporą rakietą na odległej obcej planecie, szczęście w nieszczęściu, że na planecie z życiem i tlenem; z "robinsonady kosmicznej" akcja przechodzi w coraz ciekawsze zaszłości i rozwiązania. Jest to nadal bardzo dobra powieść SF, pomimo, że sporo rzeczy i pomysłów z czasów "sputnik-SF" zestarzało się, a Lem nie był zbyt dobrym "inżynierem SF", nawet jeśli jemu samemu, albo zagorzałym fanom, wydaje się inaczej.
Obrońca z "Edenu" to teoretycznie rodzaj średniego transportera gąsienicowego, większego i lepszego "łazika" dla badawczej-zwiadowczej wyprawy małej ekipy astronautów; ale w zasadzie pojazd o możliwościach czołgu, i to SF. Bo jest wyposażony w miotacz antymaterii o całkiem uczciwej sile rażenia (jak też jakiś enigmatyczny "mały miotacz", o którym jest jedno zdanie w książce), oraz adekwatne opancerzenie SF - wytrzymuje ostrzał w miarę konwencjonalny, wytrzymuje "własne" eksplozje antymaterii wzg. blisko przed sobą, wg dyskusji załogi wytrzymałby wybuch jądrowy o kilkaset metrów.
Dla niezorientowanych: Lem był od dziecka fanem czołgów, "na starość" też, aż po składanie na serio koncepcji projektowych futurystycznych czołgów (raczej kiepskich) do Ministerstwa Obrony.
Co wiadomo o Obrońcy z Lema: waga 14 ton, trakcja i możliwości terenowe jak typowego BWP w tej klasie wagowej; mieści paru ludzi i sprzęt; ma miotacz jakoś "na przodzie", nie ma mowy o typowej wieży czołgowej, tylko o rodzaju "nadbudówki", kaptura pancernego i to takiego, który można złożyć segmentowo (schować w kadłub płyty?), żeby powstał kabriolet.
W ramach hołdu złożonego ulubionemu pisarzowi na 100-lecie urodzin Lema, kiedyś zacząłem większy fanfik, który spuchł
w trylogię "Labirynt" (do pobrania za "co łaska"), inspirowaną dziełami "złotego wieku Lema", i "Edenem" też, rzecz jasna.
Moja wizja Obrońcy (jak wielu innych pojazdów z Lema) zmierzała w kierunku "nieco poprawić i urealnić S, a raczej inżynierię, w tym SF, nie tracąc ducha pomysłów i detali z Lema".
Stąd w mojej książce Obrońca jest podobny, ale inny.
Mój ogólny układ jest luźno inspirowany
izraelskim czołgiem Merkava, tyle, że zamiast wieży, ma "pancerny kaptur" Lema. Ale że niezbyt realistyczne jest składanie czegoś takiego "w kadłub", czy otwieranie "na boki", żeby zachować ten szczegół z Lema, wybrałem rozwiązanie, że cała osłona jest podnoszona i przesuwana "na tył", oczywiście to już bardziej F w tym SF, ale a) daje jakiś "kabriolet" z Lema b) wygląda lepiej niż inne "rozkładania" c) można sobie wyobrazić, że jest wzg. solidna.
Napęd i miotacz są logicznie w przodzie kadłuba, podwyższony tył daje przestrzeń osobowo-ładunkową, na urządzenia, itp. z głównym wejściem na tyle, jak w wielu BWPach i w Merkavie.
W szkicach do powieści wyszło mi, że realistyczna obsada takiego pojazdu eksploracyjno-bojowego to trzy-cztery osoby, opcjonalnie cała załoga (w "Edenie", czy w Minotaurze z "Labiryntu" jest nominalnie 6 ludzi) tylko awaryjnie, jak śledzie w beczce.
Mniejsza co dodałem w sensie funkcjonalnym, kto ciekaw, może przeczytać moją książkę. W sensie wizualno - modelarskim:

1) Dodałem podnoszoną "na rufie" platformę łącznościowo - obserwacyjno - obronną, nieco w stylu koncepcyjnego niemieckiego Wegmann Panther z przełomu '80-'90. "Obronną", bo z SF "laserem punktowym", jakimś ekwiwalentem "małego miotacza" z Lema czy zdalnie sterowanej wieżyczki z karabinem maszynowym obecnie; z czymś co powinno sobie poradzić z niechronionymi ludźmi czy innymi żywymi stworzeniami, może ze zwykłym pojazdem też. W Panther czy podobnym chorwackim Cobra te dźwigi podnosiły wyrzutnie rakiet i kamery itp. na 10 - 12m, w mojej wizji znacznie niżej, powiedzmy 8m stacjonarnie "w pion", jakieś 5-6m w czasie jazdy - nie idzie o zasadzki zza lasu, ale o lepsze pole ostrzału lasera wkoło pojazdu, pole widzenia kamer czy radaru, itp.
2) Główny miotacz antymaterii dałem w "kazamacie" na przedniej - górnej krawędzi kadłuba, z niewielką swobodą ruchów na boki i góra - dół, powiedzmy jak w działach pancernych. Sens takiego rozwiązania jest taki jak u Lema, niezbyt wielki (skoro z "Edenu" wiadomo, że serce miotacza waży "małe" tony", to mogłoby być w wieży, wyżej, itd.), ale jest to w duchu i szczególe od Lema.
Dygresja - w skrócie, mój "język projektowania" czy wizualizacji różnych pojazdów SF, nie tylko tego Obrońcy, to: proste założenia, względnie gładkie i symetryczne bryły, przełamywane niesymetrycznymi drobiazgami oraz przymieszką "transformera" tj. zaskakującymi "rozkładanymi" elementami czy szczegółami. Ale jw. z minimum sensu inżynierskiego w SF, a nie w duchu filmowych "Transformers" czy komiksowych mechów. "Wychowałem się" na myśliwcach jak F15, F16, F14, Viggenie, na pojazdach jak Stridsvagn-103 i SKOT, na Sokole Millenium z "Gwiezdnych wojen" i USS Sulaco z "Obcych". Wszystko powyższe zapewne będzie widać w moich MOCach, a nawet może będzie tego za dużo.
MOCowanie się z koncepcją
Gdy tylko w obecnej "fazie" dorwałem się do Studio, czyli edytora LEGO, natychmiast zacząłem szkicować Obrońcę (nieraz miałem go zrobić w Blenderze; albo w Kerbal Space Program, w który grywam od dekady; a napoczęty model kartonowy mam na półce obok).
Ale ponieważ było to zaledwie jakiś tydzień temu, a z klockami prawie nie miałem do czynienia przez dekady, uprasza się o zrozumienie niedoskonałości i usterek projektu i wykonania w Studio, mam identyfikator "Uczę się". Ale przez to będzie więcej iteracji, czyli więcej zabawy!
Pierwsze w miarę kompletne szkice i wizualizacje, wersja powiedzmy 0.1, wyglądały tak:
Jak widać, w tej klasie pojazdów (bo 20tys. tonowe rakiety to inna bajka) chcę się trzymać skali minifigurek, chociaż jasne, że tylko w przybliżeniu (małe i delikatne pojazdy są zbyt toporne "z cegieł", ten sam problem jak w serii LEGO o NASA). Estetyka, wielkość, szczegóły raczej się wiele nie zmienią. Skądinąd, jeśli komuś pancerny ślepy przód "kaptura" kojarzy się z przerażającym ksenomorfem z "Aliens", to dobrze mu się kojarzy.
W tej wielkości modelu nie udaje mi się zrobić "mechanizacji" przenoszenia/przesuwania kaptura na tył. Ogólnie, jest to możliwe, ale albo model musiałby być jak klasyczny Technic, ze dwa razy większy (czyli nie w skali "legutków"), albo całe wnętrze zajęłaby sama mechanika kaptura, co mi nie pasuje. Stąd ten kawałek napędza wyobraźnia - trzeba będzie przepiąć kaptur z pozycji zamkniętej do otwartej ręcznie, jak zwierzę. Ale ułatwione jest to przez zapinanie tylko na paru pinach, i nic poza tym nie trzeba przekładać, tj. kierowca, owiewka szklana, szafy na tyle, itd. wszystko powinno po prostu mieścić się pod zamkniętym kapturem.
"Z rozpędu" wyedytowałem jw. załogę Minotaura z "Labiryntu", w strojach cywilnych, oraz przykładowe automaty (też luźno wzorowane na pomysłach Lema z "Edenu" czy "Niezwyciężonego"). To jest wersja "dream team od LEGO", ot, z edytora; BTW najdroższą częścią na obrazkach jw. jest główka Inżyniera - brodacza, bieżąca produkcja LEGO, unikalna, w jednym zestawie od "Diuny". Niekoniecznie planuję polowanie na takie główki po 5 euro...
W wersji ludzików "pomarańczowych" są to "kombizony techniczne" opisane w moim "Labiryncie" (ich skafandry próżniowe to co innego). Nic specjalnego, wyszło zgodnie z planem, ale jestem zadowolony z pomysłu, który widać u postaci stojącej tyłem: przyszło mi do głowy, żeby małe panele przeżyciowe na plecach pomarańczowych kombinezonów oddać korpusem minifigurki z serii pilotów Rebelii z "Gwiezdnych wojen"; tylko że w SW oni mają to z przodu...
Model edytowałem z nikłą myślą o napędzie i sterowaniu, raczej "do postawienia". Ale jakąś tam trakcję zrobiłem, oraz przewidziałem miejsce na małe stare silniczki (opcjonalnie wymiana tylnej kabiny na tylny napęd) itd. z czasów systemu LEGO 4.5V.
Oczywiście, sporo powyższego "a to już nieaktualne, od wczoraj". Wersja 0.2 jest bardzo podobna, ale nieco inna:
Jak widać, zmieniłem trakcję i podwozie na znacznie rozsądniejsze. Oraz jeśli chce się użyć w miarę bieżących serii klocków, przyszło zapomnieć o malutkich silnikach na tyle, i wepchnąć jakieś silniory na przodzie.
Pojazd jest praktycznie tej samej wielkości, ale ma lepiej wykorzystane wnętrze (kaptur jest dłuższy; na froncie kadłub to cienkie pionowe płytki, a nie cegły, itp.). Wszystko głównie po to, żeby zmieścić z jednej strony normalniejsze silniki (może niekoniecznie taki silny kosztowny zestaw od LEGO jw., akurat hub leży "na boku", żeby wtyczki i kable dało się poprowadzić; planuję raczej coś z chińskich kopii, z hubem na "wtyczki-cegły" z góry i silnikami M, mniejszymi niż to na obrazku), ale też żeby zmieścić fajniejszą kabinę załogową w wersji beznapędowej (np. wstawioną po wyjęciu huba). Jak też zależało mi, żeby nawet w wersji z hubem "na rufie" pozostał spójny przedni moduł kabiny, czyli siedzący wyżej kierowca z jego "wypasionym" kokpitem.
Skądinąd na obrazkach są "czyste" pulpity i panele w kabinie, planuję raczej nalepki, niż polowanie na egzotyczne oryginały pulpitów, z najróżniejszych zestawów i czasów.
Z rozpędu wyedytowała mi się też wersja transportowa, czyli po wyrzuceniu kabiny tylnej można wstawić tylne podwójne drzwi, i mieć pancerny transporter. A skoro transporter, to pojazd inżynieryjny też...
W wersji "inżynieryjnej" założenie jest takie, że nie tylko wyleciała z tyłu kabina załogowa, ale też miotacz i manipulator na przodzie. Stąd nie tylko jest miejsce, ale też "nośność", żeby mieć niesymetrycznie, po stronie byłego miotacza, spory dźwig na sponsonie, a w węzła pozostałych po lufach miotacza i mocowania robo-ramienia - rozkładany lemiesz, z efektownie niesymetrycznym zawieszeniem. Dźwig i lemiesz są funkcjonalnie ruchome "ręcznie".
Plus przy okazji sprawdziłem, że większe "szkło" kabiny też się mieści pod kapturem. W tej wersji ma pewien sens razem z płytką, w deseń: obok takiego dźwigu wolimy mieć coś nad głową, a nie tylko owiewkę od starego kabrioletu.
Na obecnym etapie knuję, że jeszcze zostało trochę miejsca w kadłubie nad silnikami głównymi, i można tam jakiś mikromotor wepchnąć. Tylko nie wiem, co miałby poruszać, nawet jeśli udało mi się "nadludzkim wysiłkiem" naszkicować przeniesienie napędu listwą zębatą na tylną ścianę pojazdu... Może uda mi się zaprojektować podnoszenie tej "platformy czujników", ale sprawa wygląda słabo.
Ciąg dalszy na pewno nastąpi, do zamówienia jakichś gratów jeszcze daleko.